piątek, 28 stycznia 2022

Prosto z życia i inne takie

 Czy ktoś w 2022 roku korzysta jeszcze z bloggera? Raczej wątpię. :P Nie chce mi się wierzyć, że ostatni raz byłam tu 5 lat temu! 

Klasa maturalna daje mi mocno w kość. Plany na studia, a raczej plan - bo nie mam dobrych opcji zapasowych, jest ambitny. Czasami myślę, że jest aż za ambitny, co na każdym kroku uświadamiają mi bliscy, przez co ja automatycznie tracę motywację. I nagle łapię się na tym, że to nie jestem ja. Przez ostatnie lata nie czułam się sobą. Bo ja - stojąca z boku, poddająca się po kilku usłyszanych 'niemiłych' słowach? Jaa? Podziwiam wyobraźnię;) Może to przez szkołę, gdzie codziennie miałam wrażenie, że nie umiem się dopasować. Ale ja nie chcę się dopasować. Chcę żyć swoim życiem i odzyskać pewną cząstkę mnie, którą tłamsili ludzie przez ostatnie 6 lat.


Konie trochę porzuciłam, ze względu na naukę, ale też braku dobrej stajni blisko mnie. Mając prawie 19 lat na karku, przestało mi się podobać użeranie z 10-letnimi dziewczynkami. Na każdym kroku czułam nieustanny brak szacunku i w pewnym momencie powiedziałam stop. Plany na wielki powrót są po maturze, a nawet jeśli nie, wiążę przecież z końmi swoją przyszłość i nie wyobrażam sobie jej w inny sposób. 

Jasonik sobie żyje:) Odpoczywa przez większość czasu. Spacerujemy zawsze, kiedy mam więcej czasu, a czasem jest to trudno wykonalne, przy prawie codziennych zajęciach po szkole. Suczinka nie narzeka, 9 lat robi swoje i większa aktywność fizyczna ją męczy. Odpuszczam, kiedy widzę, że tego potrzebuje. Staram się żyć chwilą, bo niewiele nam razem zostało, przez mój wyjazd na studia. Ona oczywiście zostaje. Uwielbia swój kawałek podwórka i moich rodziców, więc nie ma sensu po tylu latach czegoś zmieniać. Gdyby nie ona, byłabym do tego wyjazdu pozytywniej nastawiona, bo czasem myślę, że tylko ona mnie tu trzyma. 

I tak spędzam sobie kolejny wieczór, po dziennej dawce zadań z chemii. Robię, żeby udowodnić innym, że jak się chce, to się da. Po iluś tam słyszanych komentarzach, żebym odpuściła, żebym skupiła się na biologii, skoro ta chemia mi nie idzie, bo zajadę siebie psychicznie. Pożegnanie się z chemią na maturze, oznaczałoby pożegnanie się z marzeniami, bo potrzebna jest na rekrutacji. I nawet jeśli nie wyjdzie to trudno. Może poprawię tę nieszczęsną maturę za rok, a może odnajdę się na innym kierunku. Życie pisze różne scenariusze. Nie chcę pluć sobie w brodę za te 100 dni, że odpuściłam i nie walczyłam do końca. Nienawidzę bierności. Wychodzę z założenia, że robi się coś na 100%, albo w ogóle. 
Te wylanie myśli pomogło mi zrozumieć parę rzeczy, ale jeszcze długa droga przede mną. Muszę sobie duużo poukładać w głowie. Do zobaczenia w maju;)



3 komentarze:

  1. Akurat przeglądałam zapisane zakładki i znalazłam Twój blog... kopę lat! :D Brakuje mi vzasów gdy blogi były popularne, świetnie się pisało.
    A życie toczy się dalej... mam nadzieję, że udało Ci się spełnić plany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że byłam w lekkim szoku, gdy zobaczyłam 1 komentarz przy wpisie:) Blogi, to były cudowne czasy! A co do planów - udało spełnić się wszystko:)

      Usuń
  2. Faktycznie życie na blogach jakby zamarło. A szkoda, bardzo szkoda. Pozdrawiamy https://royalmaltipoo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń