niedziela, 25 października 2015

Cierpimy na brak czasu

Jak ostatnio zaobserwowałam, na psiej blogosferze za głośno to nie jest. Myślę, że każdy cierpi na brak czasu. Ja również. Nie ukryję, straciłam motywację i chęć do dalszego działania. Gdy jeszcze post temu byłam tak optymistycznie nastawiona, to dzisiaj w zasadzie nie zrobiłam nic co by do tego dążyło.



Pies i szkoła ciągle do siebie nie pasują. Gdy jeszcze miesiąc temu wstawanie o 5.00 nie stanowiło żadnego problemu, to dzisiaj ledwie się zwlekam z łóżka o 6.30, czyli o tej porze można o spacerze pomarzyć. Czuję się winna, kiedy Jetta patrzy na mnie z podekscytowaniem i myślą o spacerze, a ja no cóż... wychodzę do szkoły i wracam po siedmiu godzinach. Nie fajnie.Do tego olimpiada z polskiego, zawirusowany komputer, konie i... czasu oczywiście brak. Nie wspomnę już o spacerach, bo przyznam się z bólem, że na spacer wyszłam w tym tygodniu tylko w weekend.


Muszę też przyznać, że się poddałam. Nie pojedziemy na wystawę.Kogo winić? Siebie. Kiedyś myślałam, że jestem we wszystkim najlepsza i mam najzdolniejszego psa na świecie...Teraz potrzebuję dużo czasu, aby cokolwiek osiągnąć. Nic nie przychodzi mi łatwo. Pies też się jakoś zwyczajnie dobrze nie zachowuje. Kto normalny by się zatrzymywał i chciał wracać do domu na spacerach? Suczka nie ułatwia mi życia. Z chęcią by nic nie robiła, ale i tak samo jest ze mną... Czas coś zmienić, ale co i jak...


Plan lekcji jakoś mi specjalnie się nie układa. Jutro wracam o 16, cudownie! Uczenie się do wieczoru i... znowu trzeba iść spać.Nie mogę nadążyć nad czasem, który mi strasznie ucieka. Za nim się obejrzę jest środa, piątek i znowu poniedziałek. Nie wiem gdzie podziała się moja sobota, a no tak w stajni, w jedynym miejscu do którego idę cała szczęśliwa.Nie mam kompletnie motywacji, gdyby ktoś mi wreszcie powiedział coś typu: ,,Nie dasz rady!" lub ,,Masz beznadziejnego psa!" wtedy wzięłabym się za nas i zaczęła robić coś na poważnie. Co dzień powtarzam sobie: ,,Wezmę się za siebie, tylko jeden dzień daj mi..." i tak w kółko.

Przyznam, że od czasu kiedy Jetta nakręcała się na frisbee, nie zrobiłyśmy nic. Chyba raz udało nam się poćwiczyć, ale czy to coś dało? Oczywiście, że nie. Nie mam zwyczajnie czasu. Przychodzę ze szkoły - uczę się, nauczyłam się - powtarzam wszystko od nowa na konkurs. Chcę przejść dalej, aby wreszcie coś udowodnić, ale... nie wierzę w siebie zwyczajnie. Kiedy przejdę - będę szczęśliwa, kiedy nie uda mi się - płakać jakoś nie będę, skupię się na czymś innym i mam nadzieję, że na psie.


Nie mogę wbić się w tą szkolną rutynę, której tak mi brakowało podczas wakacji. A teraz ile bym dała, aby mieć przynajmniej tydzień wolnego, aby skupić się na psie, blogu i innych przyjemnych rzeczach (ale i tak pewnie czas by mi uciekł w stajni hehe) Na blogu długo mnie nie było i zapowiadam, że i też nie będzie. Kiedy będę miała czas napiszę, kiedy nie - to wiecie. :P

Dzisiaj wreszcie zaczęłam coś zrobić. Poszłam z Jettą pobiegać. Warunków nie było, ale co tam! Jak wyszłyśmy, miałam mniej więcej takie nastawienie ,,O cholera jak zimno! Może ja jednak wrócę do domu" Po treningu ,,Jak gorąco, topie się!" Jestem dumna z siebie, że przynajmniej wyszłam. Kiedy znajdę czas na jakiś normalny, długi trening? Nie wiem i nie wińcie mnie za to.


Pastwiska zamknięte, pola zaorane i co tu robić? Mamy teraz tyle miejsca do frissbowań czy czegokolwiek, a z domu ruszać się nie chce. :P A mam nadzieję, że będzie co raz lepiej, ale do motywacji nam jeszcze daleko...

Zdjęcia stare, bo i chęci brak... No przeżyję, a może w następnym tygodniu pójdziemy normalnie i spokojnie powłóczyć się po lesie i polach. Od tak!

4 komentarze:

  1. Nie wiem za bardzo co powiedzieć, bo sama jestem w sytuacji bez wyjścia - szkoły przecież nie rzucę.
    Jednak jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że dacie sobie radę :) Trzeba tylko rozmieścić plan dnia i się go trzymać - od razu zobaczycie rezultaty. ;) My już mamy diametralną zmianę, a sprawdzianów wcale nie jest mniej. Odpowiednie nastawienie i z górki :P

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas :)
    Wiktoria z Mirą,
    pamietniki-czterech-lap.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy21:15

    Też mam problem z wzięciem się za siebie, zawsze jest "od jutra", "od poniedziałku" i tak dalej. Ale to nie przez brak czasu, to brak organizacji i lenistwo z mojej strony. Tak jak w komentarzu wyżej, polecam zrobić plan dnia. Naprawdę pomaga, trzymałam się tego jakiś czas i wszystko zaczęło się układać, widziałam rezultaty. Czytając Twojego bloga zauważyłam, że za bardzo przejmujesz się opinią innych. Pamiętaj, aby nie budować swojej samooceny na takiej podstawie. W szkole też nie zawsze musisz się wszystkiego ściśle trzymać. Oceny są ważne, ale nie na tyle, aby to co kochasz przestało sprawiać Ci przyjemność i straciło swoją wartość. Niestety nie potrafię Ci napisać, że masz beznadziejnego psa, bo tak nie jest. Twój pies jest cudowny i jeśli sama wszystko już ze sobą pogodzisz i znajdziesz najlepsze rozwiązanie, zacznij regularnie ćwiczyć. Jetta zrozumie, że się starasz jak tylko możesz i zacznie z Tobą współpracować. Z resztą sama najlepiej znasz swego psa ;) Pamiętaj tylko, aby się tak wszystkim nie przejmować i, że nic nie następuje z dnia na dzień. Gdy przestałyście regularnie ćwiczyć (z różnych powodów, ale na pewno nie z Twojej winy!) nagle nie wylądujecie na tej samej pozycji. Zaczynacie od nowa. Jeśli się nie poddasz, będzie coraz lepiej. Nie poddawaj się! Czuję,że nie napisałam wszystkiego co chciałam, ale nie potrafię uporządkować swoich myśli :P Jednak mam nadzieję, że chodź trochę Wam pomogłam. Jestem pewna, że się uda, tylko zacznij i walcz, nie poddawaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy21:27

      Aha i jeszcze jedno, organizując sobie ten dzień nie popadnij w perfekcjonizm, niech to będzie tylko taki zarys (proszę, nie zrozum mnie źle :P). Nie wszystko musi być super dopracowane i ustalone co do minuty. Daj sobie trochę luzu. To też jest ważne.

      Usuń
  3. Pewnie jak u nas na blogu można zauważyć - jest źle. Aktywność na moim blogu była ostatnio 2 tygodnie temu. Masakra.
    Chyba nie muszę się tłumaczyć, bo doskonale wiesz co przeżywam w ciągu tygodnia i jak jest ciężko w weekendy, kiedy to nauczyciele w piątek zadają więcej prac domowych i wpisują do dziennika 2 razy więcej sprawdzianów i kartkówek niż zwykle, tłumacząc ''macie całe 2 dni, wykorzystacie to pożytecznie, a się nauczycie'', ta jasne...
    Życzę jednak powodzenia i trzymam kciuki za Was :)

    OdpowiedzUsuń